W piątkowy wieczór GKS Tychy mierzył się na wyjeździe z krakowską Wisłą. Spotkanie rozgrywane na Reymonta zakończyło się zwycięstwem zespołu gospodarzy 3:1. Po ostatnim gwizdku sędziego zamieniliśmy kilka słów z autorem gola dla Tyszan.
Bartłomiej Barański: Wiedzieliśmy, że Wisła będzie mocnym rywalem. Nieprzypadkowo zespół ten jest liderem rozgrywek. Uważam, że początek meczu był w naszym wykonaniu niezły. Nie baliśmy się grać w piłkę. Odebraliśmy ją wysoko i zdobyliśmy z tego bramkę. Później natomiast nieco straciliśmy rytm. Przeciwnik w krótkim odstępie czasu strzelił dwa podobne gole i to nam trochę podcięło skrzydła.
Swoim trafieniem otworzyłeś wynik tego spotkania.
Miło, że udało się zdobyć tę bramkę już w pierwszym spotkaniu. Wiadomo, że liczby na mojej pozycji, jak i dla mnie samego, są bardzo ważne. Pozostaje we mnie jednak niedosyt z uwagi na wynik. Gdybyśmy zdobyli w tym meczu punkty, ten plusik byłby z pewnością większy.
Przeciwnik postawił nam trudne warunki. Duże znaczenie dla losów tego spotkania miały fazy przejściowe?
Dwa gole straciliśmy dziś po kontratakach, co pokazuje, że rywal w tych fazach przejściowych spisywał się bardzo dobrze. Sądzę jednak, że też mieliśmy swoje momenty, które mogliśmy lepiej wykorzystać.
Mimo niekorzystnego wyniku do końca próbowaliśmy złapać kontakt. Czego twoim zdaniem zabrakło w naszych akcjach ofensywnych?
Wydaje mi się, że zabrakło nam trochę więcej odwagi z piłką i może większej liczby strzałów. W tym meczu nie oddaliśmy ich dużo, a wiadomo, że każdy strzał otwiera szansę na zdobycie bramki, daje możliwość pomylenia się obrońcom lub bramkarzowi.
Porażka z liderem boli, ale chyba nie zmienia naszego nastawienia?
Zdecydowanie, dzisiejszy wynik nie może zmienić nic w naszym nastawieniu. Musimy zachować głowy uniesione do góry i dać z siebie maksimum w najbliższych kolejkach – tak, żeby zdobyć jak najwięcej punktów.















